Europejska Stolica Kultury, także Fizycznej?
W najbliższych dwóch latach staniemy się uczestnikami dwóch dużych wydarzeń – Europejskiej Stolicy Kultury i The World Games. Każde z nich ma być nie tylko zbiorem imprez, ale przede wszystkim programami przemiany społecznej. Dziś te brandy funkcjonują zupełnie niezależnie, a może warto pomyśleć, jak je połączyć w jedną markę: Wrocław.
Obchody ESK we Wrocławiu zbliżają się wielkimi krokami. Już 17 stycznia nastąpi inauguracja tego święta, na które miasto szykuje się już kilka lat (w grudniu 2008 roku Rada Miasta zadecydowała o udziale w konkursie o tytuł, a w lutym 2010 roku powołano instytucję, której zadaniem było ten konkurs wygrać).Nie bez przyczyny piszę o tym właśnie teraz. Dziś w Sejmie Komisja Kultury i Środków Przekazu, we współpracy z Narodowym Centrum Kultury, organizuje konferencję „Prawo do kultury”. Debata odbędzie się w ramach cyklu pod tym samym tytułem, będącego wspólnym przedsięwzięciem NCK i miasta Wrocławia.
Na najbliższy rok miasto szykuje prawdziwą ofensywę promocyjną. Spora część z ponad 400 milionów, które zostaną zostały przeznaczone na ten cel (zarówno z budżetu miejskiego, jak i dotacji rządowej, środków Unii Europejskiej, od partnerów krajowych i zagranicznych oraz pozyskanych od sponsorów) zostanie wydana na szeroko rozumianą promocje Wrocławia. Chodzi tu zarówno o prezentacje w polskich i zagranicznych mediach, obecność na międzynarodowych targach, czy tez wykup przestrzeni reklamowych na przeróżnych nośnikach.
W samym ESK chodzi przede wszystkim o organizacje wydarzeń, które zainteresują zarówno mieszkańców, jak i turystów (jak szacują organizatorzy w 2016 r. będzie ich aż 6 mln). Nie możemy zapominać o celach nadrzędnych takich inicjatyw, czyli budowaniu marki miasta (silny rozpoznawalny brand to gwarancja nowych inwestycji i zwiększenia ruchu turystycznego), a wszystko to ma na celu poprawę jakości życia mieszkańców. Tyle w teorii.
Teraz musimy zastanowić się jak ową promocję wykorzystać najlepiej, bo środków jakie mamy na ten cel prędko ponownie mieć nie będziemy. Europejską Stolicą Kultury miasto będzie tylko przez rok, zatem w myśleniu o marce miasta ważniejszy jest „Wrocław”, aniżeli samo „ESK”.
Kolejną okazją do międzynarodowej promocji jest The World Games, czyli igrzyska sportów nieolimpijskich, choć środki przeznaczone na ten cel są nieporównywalnie mniejsze (mniej więcej jedna piąta kosztów ESK). TWG jest imprezą dość specyficzną – nie chodzi w niej tylko o rywalizacje sportową, ale także promowanie dyscyplin, które nadają się do aktywnego wypoczynku czyli rekreacji. Cały program przygotowujący miasto do tego wydarzenia oparty jest na zaangażowaniu młodzieży, na „wychowaniu fizycznym” młodych wrocławian. Rekreacja, sport, wychowanie fizyczne to składowe czegoś co nazywamy kulturą fizyczną. Nie bez przyczyny próbuje to podkreślić, gdyż mam wrażenie, że wielu tego nie zauważa. Sport to cześć kultury. Zauważyli to włodarze naszej siostrzanej ESK Donosti San Sebastian, która w programie umieściła festiwal tradycyjnych sportów baskijskich. Wrocławskie ESK o kulturę fizyczną nie zahacza. Szkoda.
We Wrocławiu trzeba zwrócić większą uwagę na synergię jaka może płynąć, z organizacji tych dwóch de facto wydarzeń kulturalnych. Może to kwestia trudności wizerunkowych z jakimi boryka się sport? Może to dlatego, że dla wielu sport to głównie piłka nożna, a ta utożsamiana bywa z „kibolami”? To rola TWG, by myślenie to odczarować. Może to truizm, ale sport to zdrowie, rozrywka, wypoczynek dostępnym dla każdego.
ESK i TWG mają ten sam cel – sprawić, by wrocławianom żyło się lepiej w ich własnym mieście. Musimy zacząć o mieście myśleć holistycznie, a nie od wydarzenia, do wydarzenia.
Jeśli mówimy o polityce w przypadku obu przedsięwzięć, powinno chodzić o „policy”, a nie „politics”. To zbyt duże i ważne wydarzenia, by stały się narzędziami do walki kampanijnej.