Komu nie w smak związki metropolitalne? – po Dolnośląskim Kongresie Samorządowym
Polska samorządność to powód do dumy. Bo to w dużej mierze dzięki pracy samorządowców i mieszkańców „małych ojczyzn” nasz kraj, w przeciwieństwie do Ukrainy zarządzanej centralnie, wykorzystał rozwojowy potencjał ostatnich 26 lat. Nie da się jednak ukryć, że prócz pozytywnych refleksji i podsumowań czekają nas zmiany. Ustawa o związkach metropolitalnych uchwalona w poprzedniej kadencji Sejmu miała być ich katalizatorem. „Miała” – bo jak wynika z zapowiedzi obecnego wiceministra MSWiA Jarosława Zielińskiego – być już nie musi.
Pierwszy Dolnośląski Kongres Samorządowy, który miał miejsce niemal tydzień temu we Wrocławskim Centrum Kongresowym chyba wszystkich gości utwierdził w przekonaniu, że polska samorządność to wielki sukces. Sukces i duże wyzwanie, bo przed nami wciąż dużo pracy. Prócz bowiem niedoborów finansowych, które wydają się dziś najpoważniejszym problemem, jst. borykają się z wieloma innymi barierami tłumiącymi wyzwalanie potencjału rozwojowego na poziomie gminy, powiatu, województwa.
Te bariery będą zresztą narastać. Ściślej, już narastają, bo zamiast stopniowego zwiększania samodzielności samorządu terytorialnego, centralne regulacje prawne coraz bardziej ograniczają swobodę jego funkcjonowania. Tak dzieje się np. z ustawą ws. sześciolatków i jej konsekwencją na poziomie lokalnym – z brakiem wystarczającej liczby miejsc dla najmłodszych dzieci w przedszkolach muszą mierzyć się włodarze miast.
W tym kontekście niepokoi też stosunek nowego rządu do perspektywy utworzenia na terenie kraju związków metropolitalnych. Bo choć Prezydent A. Duda podpisał ustawę i weszła ona w życie 1 stycznia br., do jej realnego funkcjonowania potrzebne są rozporządzenia Rady Ministrów. A jak wynika z wypowiedzi ministra Zielińskiego, resort rozporządzeń publikować nie zamierza.

Apel o ponadpartyjne lobbowanie na rzecz powstania Wrocławskiego Związku Metropolitalnego (06.10.2015 r.)
Dlaczego ustawa metropolitalna tak bardzo nie podoba się politykom PiS? Czy jest ona ostatecznym dowodem na to, że chcą oni recentralizacji samorządu terytorialnego na rzecz administracji centralnej? Ustawa, nad którą poprzedni rząd pracował kilka lat jest przecież w prostej linii odpowiedzią na głosy samorządowców, ekspertów, naukowców.
Jak to wygląda w rzeczywistości? Z ekonomicznego punktu widzenia połączenie jednostek samorządu terytorialnego w większe organizmy społeczno-gospodarcze to krok bardzo korzystny. Takie tendencje obserwuje się zresztą w wielu krajach zachodnich, a ich celem jest większa sprawność i samodzielność finansowa. Jak wynika z raportu MAIC, duży może więcej: małe jednostki mają wyższe wydatki bieżące w przeliczeniu na jednego jej mieszkańca niż te większe. Połączenie zatem i ścisła współpraca mogą być antidotum na nadmierne obciążenia najmniejszych jst., a scalanie ma służyć tworzeniu silniejszego potencjału rozwojowego.
Konsolidacja to jednak nie tylko oszczędności i większe możliwości działania. Dzięki utworzeniu Wrocławskiego Związku Metropolitalnego możliwe stanie się między innymi wspólne planowanie i koordynowanie transportu publicznego i pozyskanie na to dodatkowych środków z budżetu państwa i funduszy unijnych. Namacalnym przykładem niech będzie remont trasy Blizanowice-Trestno: dziś remontowany jest tylko jej półtora km fragment zamiast całej drogi ze wschodniej obwodnicy do Placu Społecznego. Gdyby powstał związek, realizacja całej drogi byłaby jego priorytetem.
Do tego dodać trzeba perspektywę wypracowania jednolitego systemu taryfowo-biletowego i kompleksowego skoordynowania układu komunikacyjnego (również w kontekście ochrony środowiska i zdrowia publicznego, tu np. system park&ride), a więc integrację i rozwój transportu publicznego; zrównoważenie rozwoju regionalnego i lepsze wykorzystanie potencjału mniejszych ośrodków samorządowych poprzez wspólne inwestycje gospodarcze, sportowe, kulturalne; efektywne wykorzystanie doświadczenia jednostek członkowskich, a także dodatkowe wpływy z budżetu państwa.
Mimo że ustawa daje szansę spójnego, sprawnego i efektywnego zarządzania regionami w całej Polsce, resort spraw wewnętrznych za wszelką cenę stara się ją unieważnić. Głosy samorządowców zostają pomijane, bo warunki dyktuje centrala, która na Polskę ma inny plan. Nie możemy pozwolić, by PiS rozminował samorządy tak, jak zrobił to na Węgrzech Victor Orban, który pozbawił samorząd kompetencji i środków pod pretekstem kryzysu i oszczędności.
Utworzenie związku to dziś nasze wyzwanie. Dlatego musimy nie tylko jasno sprzeciwić się działaniom większości rządzącej, ale przed wszystkim rozpocząć regionalną dyskusję na temat przewidywanego kształtu związku, strategii, planów i przyszłych działań. Razem możemy więcej.
