Jaki Śląsk po Tarasiewiczu?

29.09.2010

Śląsk Wrocław - herbA więc stało się. Ryszard Tarasiewicz przestał być trenerem Śląska Wrocław, a jego miejsce zajął najbardziej doświadczony szkoleniowiec polskiej ekstraklasy – Orest Lenczyk. Od dłuższego czasu nad Tarasiewiczem zbierały się czarne chmury i co rusz kolejna gazeta wróżyła mu koniec kariery w Śląsku. Muszę przyznać, że po efektownym początku sezonu zespół grał coraz gorzej, czego przypieczętowaniem była bardzo bolesna porażka w Łodzi z Widzewem – 5:2.

Czy jednak praca Ryszarda Tarasiewicza warta jest wiadra pomyj, które wylewano na niego począwszy od wiosennej kolejki ubiegłego sezonu?

Być jak Alex Ferguson

Tarasiewicz miał coś, czym nie mógł pochwalić się żaden ze szkoleniowców w naszej lidze. Duchem i ciałem był zjednoczony z jednym klubem – ze Śląskiem Wrocław. Już w wieku 17 lat zaczął grać we naszym klubie. Przez dziesięć lat zagrał ponad 330 spotkań i strzelił 65 bramek. To wielki dorobek.

Ten wielki dorobek przeniósł się na jego późniejszą popularność jako szkoleniowca. Wrócił do Śląska w 2004 roku. Kolejno wywalczył awans do II i I ligi. Później przyszło wysokie, 6 miejsce w tabeli i Puchar Ekstraklasy.

Wszystko to mógł osiągnąć, ponieważ stał się elementem tożsamości klubu. W Polsce kluby bardzo często zmieniają szkoleniowców, często nawet po kilku meczach. Uważam, że trener, który patrzy na klub w perspektywie wieloletniego rozwoju widzi więcej. I dla klubu jest dodatkową wartością. Jak Alex Ferguson dla Manchesteru United.

Co dalej?

Bo klub to nie tylko działacze, piłkarze i trenerzy. Śląsk Wrocław to zbiór wartości, rzesze kibiców i wielka marka. I Ryszard Tarasiewicz był elementem tej marki. Kibice byli dumni ze Śląska ze „swoim” trenerem, tak jak są dziś dumni z Wrocławia. Wieloletnia współpraca i dobre wyniki to świetne podwaliny pod pozytywną legendę, którą mógł być owiany klub. I tak było – Tarasiewicz do niedawna święcił w Śląsku kolejne sukcesy. Należy mu się za to wielki szacunek. Niestety to, co wystarczyło, by dostać się do grona najlepszych w Polsce to zbyt mało by walczyć o coś więcej.

A mnie wciąż marzy się wielki Śląsk, który zapełnia po brzegi nowy Stadion Miejski w meczach europejskich pucharów. Czy Orest Lenczyk spełni pokładane w nim oczekiwania? Na pewno świetnie rozumie polskie realia i nie będzie miał problemu z wdrożeniem się do pracy. Czy to wystarczy by podbić najpierw Polskę, a później – powoli – Europę? Będziemy kibicować.

Przejdź do poprzedniego artykułu Poprzedni artykuł

Wykorzystajcie swoją szansę! - wywiad dla Uniwersalu

Następny artykuł Przejdź do następnego artykułu

Uroczystości w szkole na Brochowie