Wrocław potrzebuje publicznego skateparku
Patrząc na młodych ludzi jeżdżących na deskorolce np. przy podziemnym przejściu przy ulicy Świdnickiej czy obok fosy przy placu Jana Pawła II można zadać sobie pytanie: dlaczego nie robią tego w wyznaczonym miejscu? Odpowiedź jest zaskakująco prosta: bo we Wrocławiu nie ma dla nich bezpłatnej alternatywy. A była.
Do 2007 roku na placu Wolności funkcjonował publiczny skatepark. Dziś jest tam budowane Narodowe Forum Muzyki a amatorzy deskorolki czy ekstremalnej jazdy BMX-em mają do wyboru: korzystać z małej architektury miejskiej, albo jechać do „Zajezdni” na ulicę Legnicką i płacić. Wielu z nich wybiera tę tańszą, nielegalną opcję – wśród osób uprawiających ten sport wiele nie ukończyło jeszcze osiemnastego roku życia.
Jak się okazuje środowisko deskorolkarzy nie pozostało wobec sprawy bierne. Już od 2007 roku Stowarzyszenie Sportowe Bike-Deskorolka-Snowboard (BDS) starało się w magistracie o budowę publicznego skateparku. Po dwóch latach powstał gotowy do realizacji projekt, jednak w trakcie postępowania przetargowego od projektu odstąpiono, ze względów oszczędnościowych. Budowa, która miała kosztować około miliona złotych została odłożona co najmniej do 2013 roku.
Uważam, że takie inicjatywy warto wspierać. Sport, szczególnie w trudnym środowisku, może wiele zmienić w życiu młodego człowieka. Inwestując w budowę skateparku dajemy wrocławskim amatorom deskorolki miejsce, gdzie będą mogli bezpiecznie szlifować swoje umiejętności. Mała architektura miejska choć atrakcyjna – nie jest dostosowana do tego typu sportu, stąd łatwo o kontuzje.
Budowa tego typu obiektu powinna być dla miasta atrakcyjna również ze względu na to, że ubiegamy się o organizację igrzysk sportów nieolimpijskich The World Games. Oddolna aktywność organizacji sportowych, takich jak Stowarzyszenie BDS jest tam wysoko oceniana a miasto, w którym powszechnie uprawia się różnego rodzaju sporty na pewno bardziej pasuje na gospodarza takiej imprezy.