Odpowiedź i sprostowanie – Polskie rezerwy kruszcowe
Odnosząc się do dzisiejszej publikacji „Polityki” pt. „Bulionerzy” chciałbym wyrazić ubolewanie nad faktem, że zabrakło czasu i staranności by tekst powstał zgodnie ze standardami, do których przez lata przyzwyczaił nas ten tygodnik.
Wielokrotnie zwracałem się do pani redaktor Solskiej z propozycją spotkania. Niestety nie uznała za konieczne, by szczegółowo poznać w ten sposób moje argumenty. W konsekwencji artykuł zawiera szereg nieprawd i insynuacji, a także ma jednostronny charakter.
Byłem do pełnej dyspozycji pani redaktor. Udostępniłem jej wszystkie pisma, które wymieniałem z NBP. Udostępniam je również na mojej stronie internetowej. Zachęcam do zapoznania się z nimi i porównania z tezami zawartymi w artykule.
Polskie rezerwy kruszcowe są dobrem narodowym i powinny podlegać ścisłej kontroli publicznej. Dzięki moim interwencjom światło dzienne ujrzała m.in. informacja, że publiczne rezerwy kruszcowe były leasingowane. W naturalny sposób powodowało to zmniejszenie swobody gospodarowania nimi np. w przypadku kryzysu międzynarodowego czy walutowego.
W najbliższych dniach wystosuję do redakcji „Polityki” sprostowanie w tej sprawie. Liczę na bezproblemową publikację, ponieważ tekst wypełnia znamiona jednostronności, nierzetelności i niedopełnienia szczególnej staranności zawartej w prawie prasowym. Nie wykluczam dalszych kroków prawnych.
Zobacz historię wymiany pism z Narodowym Bankiem Polskim
Odnosząc się do wspomnianej publikacji chciałbym sprostować zawarte w niej nieprawdziwe informacje.
- Nigdy nie „zażądałem”, by polskie rezerwy kruszcowe zostały sprowadzone do Polski. Jasno wynika to z pism wymienianych przeze mnie z Narodowym Bankiem Polskim. Wszystkie te pisma udostępniłem pani redaktor Solskiej. Wszystkie pisma wraz z odpowiedziami NBP udostępniam na stronie www.michaljaros.pl/2013/12/polskiezloto/
- Tym bardziej nigdy nie „domagałem się (…) by polski bank centralny wreszcie zakupił więcej złota”. Również to jasno wynika ze wspomnianych wcześniej dokumentów.
- Wielokrotnie zwracałem się do pani redaktor Solskiej z propozycją spotkania. Niestety nie uznała za niezbędne, by szczegółowo poznać w ten sposób moje argumenty.
- Nieprawdą jest, że wspomniane przez panią redaktor ujawnienie dolnośląskich nagrań PO nastąpiło kilka dni po wysłaniu przeze mnie pisma do NBP, czyli po 5 listopada 2013. Nagranie, o którym mowa na stronie internetowej „newsweek.pl” ukazało się 30 października.
- Bezpodstawny jest zarzut, że na spotkanie z Zespołem ds. Wolnego Rynku nie zaprosiłem przedstawicieli Narodowego Banku Polskiego. Na kolejne posiedzenie Zespołu został zaproszony wiceprezes Piotr Wiesiołek. Odmówił udziału w spotkaniu.
- Nieprawdą jest jakobym musiał „się teraz spotykać z prokuratorem”. Prokuratura w Legnicy odmówiła wszczęcia śledztwa m.in. w mojej sprawie w dniu 2 grudnia 2013, czyli ponad dwa tygodnie przed publikacją „Polityki”. Dodatkowo w dniu 11 grudnia 2013 sejmowa Komisja Etyki Poselskiej nie dopatrzyła się w moim zachowaniu niczego nagannego i umorzyła postępowanie.
- Próba powiązania mojej kariery politycznej z karierą w biznesie jakiegokolwiek przedsiębiorcy na podstawie tego, że jesteśmy w podobnym wieku i mieszkamy w tym samym mieście to absurdalna insynuacja.
- Przewodniczącym Parlamentarnego Zespołu ds. Wolnego Rynku jestem ja, Michał Jaros, a nie Marek Jaros, wspomniany przez panią redaktor.