Samorządowcy mówią TAK powołaniu Wrocławskiego Związku Metropolitalnego

Korzyści z powstania Wrocławskiego Związku Metropolitalnego to nie tylko promocja obszaru związku, bardziej efektywny transport, rozwój kolei czy sieci autobusów, ale także ścieżek rowerowych i inwestycji, które są czasami na styku dwóch gmin. Zdarza się, że w jednej gminie jest chodnik, a zaczyna się druga gmina i nie ma chodnika. A rolą związku metropolitalnego jest unikanie takich sytuacji poprzez współpracę między jednostkami samorządu terytorialnego – powiedział poseł Michał Jaros w trakcie zorganizowanej na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu, debacie dotyczącej projektu ustawy o Wrocławskim Związku Metropolitalnym, a w której udział wzięli zaproszeni przedstawiciele samorządów wchodzących w skład planowanego Związku Metropolitalnego. Oprócz parlamentarzysty, wśród panelistów znalazła się Iwona Dyszkiewicz, radna powiatu wrocławskiego, Roman Potocki, starosta powiatu wrocławskiego oraz Milan Ušák, burmistrz Siechnic.

Tak, chciałbym być częścią Wrocławskiego Związku Metropolitalnego. Na tym etapie jesteśmy jeszcze przed organiczną, ekspercką pracą w grupach roboczych. Musimy się złożyć jako gminy na te zespoły i dobrać do nich odpowiednich fachowców, prawników, ekonomistów, finansistów. Inaczej Wrocławski Związek Metropolitalny nie ruszy. Jeżeli tych najbliższych kilkunastu miesięcy nie wykorzystamy bardzo dynamicznie, to później włodarz Wrocławia, a nie wiemy kto nim zostanie w najbliższych wyborach, może nie być tak zdeterminowany – powiedział burmistrz Milan Usak.

Poseł Michał Jaros zwrócił uwagę, że Związek będzie dysponował rocznie kwotą ok. 200 mln złotych, które będzie można przeznaczyć na transport, edukację czy ochronę zabytków. Parlamentarzysta przypomniał również, że w skład Związku Metropolitalnego mają wejść 44 gminy, na terenie których mieszka ponad 1 mln 300 tysięcy osób. Podkreślił jednak, że żadna z gmin nie jest zmuszana do udziału w związku.

Chcemy zrobić to inaczej niż wszędzie, czyli w pełnej współpracy gmin, przy długiej rozmowie i konsultacjach, szukaniu wspólnych korzyści i przekonaniu mieszkańców. Nic na siłę, nic ponad ich głowami. To przecież o podnoszenie ich jakości życia chodzi nam najbardziej – zakończył parlamentarzysta.