Ozusowanie umów studenckich to próba szukania pieniędzy przez rząd PiS

Dla młodych ludzi wejście na rynek pracy to niejednokrotnie bardzo trudne zadanie. Fakt, że z uwagi na wiek nie posiadają żadnego doświadczenia, powoduje, że nie mogą oni stanowić realnej konkurencji dla pracowników mogących pochwalić się bardziej pokaźnym CV. Naturalne prawa rządzące wolnym rynkiem zadziałały w tej sytuacji bezlitośnie i bardzo często dyskwalifikowały młodych, ambitnych ludzi. Na pewno była to jedna z przyczyn wysokiego, dwucyfrowego bezrobocia wśród osób poniżej 26 roku życia. Aby przeciwdziałać temu zjawisku postanowiono uatrakcyjnić młodszych pracowników w oczach pracodawców. Wypracowano więc regulacje, które zwalniały studenckie umowy-zlecenia z obowiązku płacenia Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych składek. Poskutkowało to umożliwieniem studentom znalezienie pierwszej pracy i zdobycie pierwszych doświadczeń zawodowych. Jednak obecnie, w obliczu ogromnej dziury budżetowej spowodowanej działaniami rządu i nadmiernym eksploatowaniem budżetu, rząd sięga po raz kolejny do kieszeni przedsiębiorców i ogłasza pomysł, by ponownie oskładkować umowy studenckie.

Rząd, na czele którego stoi Beata Szydło, w tzw. przeglądzie emerytalnym stwierdza: „Należałoby rozważyć celowość dalszego utrzymywania wyłączenia z obowiązku ubezpieczeń emerytalnego i rentowych zleceniobiorców, którzy są uczniami gimnazjów, szkół ponadgimnazjalnych, szkół ponadpodstawowych i studentów do ukończenia 26 lat”. O takich zmianach mówił również przedstawiciel Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Obecnie nie ma obowiązku odprowadzania składek ubezpieczeniowych, jak ma to miejsce w przypadku umów o pracę. Według statystyk, na umowę-zlecenie pracuje ok. 80-90% studentów, ponieważ taka umowa zapewnia im otrzymanie zadowalającej ich stawki.  Jak szacują eksperci, po wprowadzeniu zmian składki ubezpieczeniowe będzie musiało płacić dodatkowo ok. 600 tys. osób.

Takie działanie niesie za sobą ogromne ryzyko zwiększenia się kosztów pracy. Według wyliczeń, po wprowadzeniu przez rząd zapowiadanych zmian, koszty zatrudnienia wzrosną o 40%. Pracodawcy, chcąc zrzucić z siebie tę odpowiedzialność, przerzucą koszty na pracownika, co będzie skutkowało niższymi wynagrodzeniami niż do tej pory. Dodatkowo, część pracodawców stwierdzi, że nie opłaca im się w ogóle inwestować w dużo mniej doświadczone osoby, jeśli będą musiały płacić takie same składki jak w przypadku starszych i bardziej doświadczonych pracowników. Efektem będzie ponowny wzrost bezrobocia w tej grupie wiekowej. Wśród zagrożeń wynikających z działań rządu, wymienia się również zatrudnianie studentów nie na umowę-zlecenie, lecz umowę o dzieło. Według samych studentów, zmiany proponowane przez rząd są negatywne i jedynie zaszkodzą studentom. Utrudnią w znaczącym stopniu rozpoczęcie samodzielnego życia i utrzymanie się poza domem rodzinnym.

    Jasnym jest, że chęć oskładkowania studenckich umów-zleceń nie wynika z troski o studentów czy walki o ich lepszy byt, ale z potrzeby zwiększenia strumienia środków wpływającego do ZUS. Według szacunków, w latach 2022-2023 może brakować tej instytucji aż 300 mld złotych. Polityka rozdawnictwa, którą prowadzi PiS z pewnością nie przyczyni się do poprawy sytuacji. Ogromnym obciążeniem dla ZUS-u stał się również powrót do poprzedniego wieku emerytalnego –  65 lat dla mężczyzn oraz 60 lat dla kobiet. PiS zaczyna rozumieć w jak katastrofalnym stanie znajduje się zarówno budżet państwa, jak i budżet ZUS i chce ratować się wszelkimi możliwymi sposobami. Już zapowiedziano, że pojawi się propozycja, by osoby mogące przejść na emeryturę po dwóch dodatkowych latach pracy dostały 10 tys. złotych i 5 tysięcy za każdy kolejny rok pracy. W przypadku wprowadzenia obowiązku płacenia składek emerytalnych i rentowych na umowie-zlecenie, to studenci będą musieli się dokładać do polityki rozdawnictwa zafundowanej przez partię rządzącą. Nie ma naszej zgody na takie działanie i na wykorzystywanie kolejnej już grupy społecznej do naprawiania własnych błędów.