Jaki Śląsk po Tarasiewiczu?
A więc stało się. Ryszard Tarasiewicz przestał być trenerem Śląska Wrocław, a jego miejsce zajął najbardziej doświadczony szkoleniowiec polskiej ekstraklasy – Orest Lenczyk. Od dłuższego czasu nad Tarasiewiczem zbierały się czarne chmury i co rusz kolejna gazeta wróżyła mu koniec kariery w Śląsku. Muszę przyznać, że po efektownym początku sezonu zespół grał coraz gorzej, czego przypieczętowaniem była bardzo bolesna porażka w Łodzi z Widzewem – 5:2.
Czy jednak praca Ryszarda Tarasiewicza warta jest wiadra pomyj, które wylewano na niego począwszy od wiosennej kolejki ubiegłego sezonu?
Być jak Alex Ferguson
Tarasiewicz miał coś, czym nie mógł pochwalić się żaden ze szkoleniowców w naszej lidze. Duchem i ciałem był zjednoczony z jednym klubem – ze Śląskiem Wrocław. Już w wieku 17 lat zaczął grać we naszym klubie. Przez dziesięć lat zagrał ponad 330 spotkań i strzelił 65 bramek. To wielki dorobek.
Ten wielki dorobek przeniósł się na jego późniejszą popularność jako szkoleniowca. Wrócił do Śląska w 2004 roku. Kolejno wywalczył awans do II i I ligi. Później przyszło wysokie, 6 miejsce w tabeli i Puchar Ekstraklasy.
Wszystko to mógł osiągnąć, ponieważ stał się elementem tożsamości klubu. W Polsce kluby bardzo często zmieniają szkoleniowców, często nawet po kilku meczach. Uważam, że trener, który patrzy na klub w perspektywie wieloletniego rozwoju widzi więcej. I dla klubu jest dodatkową wartością. Jak Alex Ferguson dla Manchesteru United.
Co dalej?
Bo klub to nie tylko działacze, piłkarze i trenerzy. Śląsk Wrocław to zbiór wartości, rzesze kibiców i wielka marka. I Ryszard Tarasiewicz był elementem tej marki. Kibice byli dumni ze Śląska ze „swoim” trenerem, tak jak są dziś dumni z Wrocławia. Wieloletnia współpraca i dobre wyniki to świetne podwaliny pod pozytywną legendę, którą mógł być owiany klub. I tak było – Tarasiewicz do niedawna święcił w Śląsku kolejne sukcesy. Należy mu się za to wielki szacunek. Niestety to, co wystarczyło, by dostać się do grona najlepszych w Polsce to zbyt mało by walczyć o coś więcej.
A mnie wciąż marzy się wielki Śląsk, który zapełnia po brzegi nowy Stadion Miejski w meczach europejskich pucharów. Czy Orest Lenczyk spełni pokładane w nim oczekiwania? Na pewno świetnie rozumie polskie realia i nie będzie miał problemu z wdrożeniem się do pracy. Czy to wystarczy by podbić najpierw Polskę, a później – powoli – Europę? Będziemy kibicować.










Komentarze (4)
A są jakieś informacje ile będą kosztowały bilety na nowym stadionie?
Najtańsze bilety nie powinny być droższe niż te na Oporowskiej pod dachem – tutaj wszystkie miejsca są pod dachem. W Poznaniu nawet w trakcie spotkań pucharowych najtańsze bilety kosztują 38 zł. Nie widzę powodu, by u nas było inaczej.
A ja widzę
Patrz stadion Legły w stolycy. Ceny z kosmosu, nawet na warszawską kieszeń. Optymalna cena biletu na nasz stadion nie powinna przekraczać 50zł (biletu na przyzwoite miejsca), a obawiam się że i to może być cena zaporowa dla niektórych. U nas na stadion przychodzi po 6 tyś osób, utrzymanie średniej ligowej na poziomie 20 tyś to będzie niewyobrażalny sukces. Stadion jest po prostu za duży na nasze potrzeby.
[...] spadkiem do I Ligi niż szansa na walkę o miejsca na podium Ekstraklasy. Sam pisałem wtedy, że marzy mi się wielki Śląsk… w bliżej nieokreślonej [...]
Dodaj komentarz